Pontus Löwenhielm i Patrick von Krusenstjerna to szwedzki duet, który zrealizował tylko jeden pełnometrażowy film. Jako reżyser Łańcucha szczęścia często wymieniany jest Traktor. To po prostu pseudonim obu twórców, wcześniej kojarzonych z produkcjami telewizyjnymi, teledyskami i reklamami.
Kresk jest skromnym, deko nieporadnym fryzjerem, któremu życie zdaje się nieustannie rzucać kłody pod nogi. Opuściła go żona, a zakład fryzjerski ledwo na siebie zarabia. Zdesperowany bohater myśli nawet o samobójstwie, lecz przypadek odmienia los. Podczas strzyżenia jednego z klientów, jak się okaże groźnego gangstera Avneta, dowiaduje się o pewnej tajemnicy. Avnet zamieszany jest w zuchwałą kradzież trzech drogocennych monet z czasów chińskiej dynastii Ming. Przechwycenie łupu staje się szansą dla Kreska na nowe życie. Okaże się to jednak niełatwe i wymagające wielu, często szalonych działań. Tym bardziej iż śledztwo w sprawie kradzieży prowadzi piękna pani detektyw Kolko, w której Kresk zakochuje się bez pamięci.
Zwariowana komedia kryminalna w znakomitej obsadzie. Źródłem humoru są błyskotliwe dialogi i slapstickowa stylistyka, lecz nie tylko. Ciekawym zabiegiem jest sama konstrukcja fabuły: nie zachowująca chronologii, wypełniona licznymi retrospekcjami i pozornie nieważnymi wątkami pobocznymi. Wszystkie jednak subtelnie się zazębiają wokół przedmiotu pożądania, czyli drogocennych monet. Twórcy bawią się kliszami gatunkowymi, a przerysowane postacie odsyłają do komediowych stereotypów. Czarny humor i akcja, która rozwija się powoli, by w pewnym momencie nabrać szalonego tempa, tworzą wybuchową miksturę. Łańcuch szczęścia ogląda się świetnie. Aktorzy wywiązują się ze swych zadań, a szczególnie wyraziście wypada Steve Zahn, zwyczajowo piękna Salma Hayek i młody Elijah Wood. Warto jeszcze wspomnieć o muzyce, która idealnie współgra z obrazem. Rozrywka ze znakiem jakości. I wypada tylko żałować, że to jedyny do tej pory film szwedzkiego tandemu.










