Federico Fellini, włoski reżyser i scenarzysta, jeden z największych twórców w dziejach kina, często w swojej twórczości wraca do lat dziecięcych, okresu dorastania i zdobywania pierwszych życiowych doświadczeń. Amarcord, obraz z późnego okresu wielkiego mistrza, stanowi najpełniejszy wyraz tęsknot i wspomnień za czasem, który przeminął.
Małe, prowincjonalne miasteczko Rimini we Włoszech, marzec 1933. Mieszkańcy właśnie symbolicznie żegnają zimę, paląc kukłę. Poznajemy dorastającego chłopca Titta i jego nietuzinkową rodzinę. Ekspresyjna matka, lekko niezrównoważony wuj Teo czy ojciec, który przypadkiem narazi się wyznawcom Mussoliniego to tylko drobny ułamek społeczeństwa Rimini. Obserwujemy całą galerię miejscowych postaci, które przewijają się przez ekran, towarzysząc dojrzewaniu Titta i ważkim wydarzeniom w życiu miasteczka. Widzimy rodzący się faszyzm (przejmująca sekwencja narodowego wiecu), rygor katolickiej szkoły, a także niemal fizycznie odczuwamy senny rytm Rimini. Radości mieszają się ze smutkami, proza życia przenika się z metafizyką, tworząc wielobarwny portret włoskiego społeczeństwa.
„Jak na karuzeli niesie nas Fellini przez pory roku w tych archeologicznych poszukiwaniach wieku bez odpowiedzialności. Nie porusza go ani otaczający świat dorosłych, ani operetkowy faszyzm, który śpiewem i sztafetowymi biegami grozi unicestwieniem tego świata. Żyje w wiecznym rondzie chłopięcych figli, pierwszych przeżyć seksualnych, wycieczek niedzielnych w nietknięty jeszcze krajobraz i unika zręcznie pierwszych rozczarowań zbliżającego się przebudzenia” – pisał krytyk Gideon Bachman w celnie zatytułowanej recenzji „Stenografia wspomnień”. To oczywiście nie wyczerpuje bogactwa tematyki Amarcordu. Fellini, w sobie tylko właściwy sposób, łączy zadumę ze śmiesznością, satyrę obyczajową z wątkami autobiograficznymi. Humor – raz dosadny, innym razem o gorzkim zabarwieniu – sąsiaduje z nostalgią i zadumą. Wspomnienia, problem pamięci (i to również tej zbiorowej), a także wiwisekcja społeczeństwa włoskiego coraz bardziej podatnego na ideologię Mussoliniego przenika się z pełnymi liryzmu, lecz i plebejskiej dosadności postaciami. To wszystko tworzy niepowtarzalny klimat filmu, atmosferę realizmu podszytego magią i poetyckością. Zdjęcia kręcono w słynnych studiach w Cinecittà, gdzie specjalnie wybudowano małe miasteczko. Pozwoliło to reżyserowi na pełną kontrolę ostatecznego efektu, a także lekko odrealniło całą historię. Słowo „amarcord” oznacza w rodzinnym, romańskim dialekcie Felliniego tyle co „przypominam sobie”. Filmu wielkiego Włocha nie sposób zapomnieć.
Oscar dla najlepszego filmu zagranicznego, duńskie Bodil Award i podwójny włoski David di Donatello. Nagrody krytyki włoskiej, francuskiej, hiszpańskiej i amerykańskiej.




