Gus Van Sant to obecnie już w pełni rozpoznawalny reżyser, jedna z najciekawszych postaci wywodzących się z kina niezależnego, twórca o wyraźnie autorskim podejściu do filmowej materii. Już najwcześniejsze obrazy zdradzały nieprzeciętny talent, a nakręcone w 1991 "Moje własne Idaho" okazało się wydarzeniem sezonu, zdobywając prestiżowe nagrody i uznanie widzów.
Młody Mike Waters pochodzi z rozbitej rodziny. Matka opuściła go lata temu, a ojciec jest równocześnie jego bratem. Mike żyje na obrzeżach społeczeństwa, zarabiając na podstawowy byt homoseksualną prostytucją. Codzienność bohatera to ulica i towarzystwo ludzi z marginesu. Dodatkowo Mike cierpi na narkolepsję, rzadką chorobę objawiającą się niekontrolowanymi utratami przytomności i zapadaniem w głęboki sen. Pewnego dnia chłopak poznaje Scotta Favora, który prowadzi wędrowny styl życia wbrew woli bogatych rodziców. Między mężczyznami rodzi się przyjaźń, która dla Mike’a przeradza się z wolna w uczucie. Obaj podróżują przez kraj, poszukując matki Mike’a, ciesząc się nieskrępowaną wolnością i zdając na przypadek. Jednak świat Scotta zaczyna się o niego upominać. Chłopak ma zostać spadkobiercą rodzinnej fortuny i niebawem stanie przed koniecznością dramatycznego wyboru.
"Moje własne Idaho" to film wielopoziomowy, bogaty w znaczenia i zrealizowany w niezwykle sugestywnej formie. Van Sant łączy brutalny, niekiedy werystyczny realizm ludzi z marginesu z onirycznymi snami i halucynacjami chorego Mike’a. Bohater marzy o prawdziwym uczuciu, czymś, co nadałoby sens jego egzystencji, jednocześnie żyjąc na granicy jawy i snu. Kontrowersyjna fabuła, otwarcie manifestowana homoseksualność i turpizm otaczającego świata powodują, iż film Van Santa to niełatwa lektura. Napięcie psychologiczne płynnie łączy się w wątkami melodramatycznymi, a estetyka kina drogi przeplata z inspiracjami Szekspirem (motywy z dramatów „Henryk IV” i „Henryk V”). Dialogi gładko przechodzą od slangu do cytatów z autora „Hamleta”. Realizm zyskuje wymiar poetycki, sprawiając, że film wznosi się na poziom metafory, uniwersalnej przypowieści o ludziach mocujących się z życiem. „Geniusz reżysera tego filmu polega na odkryciu, że pamięcią i snem rządzą podobne prawa, które przenosi na metodę opowiedzenia całej historii, na konstrukcję poszczególnych scen i całego obrazu filmu” – pisała w „Kwartalniku filmowym” Magdalena Łapińska. W głównych rolach wystąpili River Phoenix i Keanu Reeves, tworząc niezapomniane kreacje. Kino, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Niestety życie dopisało do filmu smutny epilog. Dwa lata później Phoenix zmarł wskutek przedawkowania narkotyków, mając zaledwie 23 lata.
Puchar Volpi w Wenecji (River Phoenix), trzy nagrody Independent Spirit, wyróżnienia krytyki amerykańskiej, nagroda w Toronto oraz na francuskim festiwalu w Deauville.





