Billy Wilder, urodzony w Suchej Beskidzkiej (wówczas na terenie Austro-Węgier), to twórca zaliczany do grona najwybitniejszych reżyserów amerykańskich. Autor "Bulwaru Zachodzącego Słońca" czy "Pół żartem, pół serio" realizuje w 1970 roku film zainspirowany twórczością Arthura Conan Doyle’a i jego nieśmiertelnym detektywem, Sherlockiem Holmesem.
Koniec XIX wieku. Tajemnicza, wyłowiona z Sekwany Francuzka, piękna Gabrielle Valladon trafia do Sherlocka Holmesa. Zdesperowana kobieta poszukuje zaginionego męża inżyniera. Trop prowadzi do Szkocji. Niebawem detektyw, wraz z nieodłącznym przyjacielem Watsonem, wyrusza do zagadkowej twierdzy nad jeziorem Loch Ness. Podczas jednego z nocnych spacerów odkrywają istnienie słynnego potwora z jeziora. W rzeczywistości okazuje się to prototypem wojskowej łodzi podwodnej, a projekt jest oczywiście ściśle tajny. W sprawę zaginięcia inżyniera (jak się później okaże fikcyjnego) zamieszane są służby specjalne Jej Królewskiej Mości, jak również tajemnicze stowarzyszenie.
Mimo iż powstała ogromna liczba (szacowana na grubo ponad 200) filmowych adaptacji przygód słynnego detektywa, wersja Wildera należy do najbardziej nietypowych. Intryga kryminalna jest co prawda osią fabuły, lecz twórców bardziej interesuje oddanie charakteru postaci, psychologii i motywacji postępowania. Jak wskazuje tytuł, więcej dowiadujemy się o życiu prywatnym Holmesa i to często rzeczy dotąd niespotykanych. Detektyw nadużywa kokainy, nie jest wcale nieomylny, a jego relacja z Watsonem wydaje się momentami dwuznaczna (mimo wyraźnego wątku romansowego z panią Valladon). Wilder mistrzowsko łączy komedię o wyraźnie pastiszowym, ironicznym odcieniu z dramatem i zręcznie prowadzonym wątkiem sensacyjno-kryminalnym. Widać precyzję, lecz i nutę melancholii w oddaniu klimatu schyłku epoki wiktoriańskiej. Dbałość o scenografię i autentyzm kostiumów, znakomite zdjęcia Christophera Challisa, a także kreacje Roberta Stephensa, Geneviève Page i Christophera Lee czynią z filmu Wildera coś więcej niż tylko rozrywkę. Odrobinę zapomniane dzieło mistrza. Oglądane po latach tylko zyskuje, uświadamiając, iż mamy do czynienia z jednym z najbardziej osobistych i autorskich obrazów autora "Garsoniery".








