Woody Allen wraca do czasów dzieciństwa. "Złote czasy radia" nie są co prawda filmem jawnie autobiograficznym, lecz opowiadają o rzeczywistości znanej reżyserowi z autopsji. Osobisty ton to nic nowego dla twórcy Annie Hall, lecz tym razem powstał obraz bardziej nostalgiczny, ciepły i sentymentalny.
Cofamy się do Ameryki lat 40. Poznajemy niezamożną, skromną rodzinę żydowską mieszkającą na Brooklynie. Jej członkowie wiodą normalne życie, pełne codziennych rozterek. Rodzina jest liczna, a także nie stroni od towarzystwa sąsiadów. Obserwujemy chwile wesołe i smutne, pełne wzruszeń, ale i rozczarowań. Elementem, który łączy mieszkańców jest radio. Słuchają go wszyscy, jest w każdym mieszkaniu i wywołuje zbiorowe emocje. Członkowie naszej rodziny mają ulubione audycje. Mały Joe słucha "Mściciela w masce", ciotka Cecil uwielbia programy z brzuchomówcą, a Ruthie jest zapatrzona w piosenkarkę Carmen Mirandę.
Woody Allen oferuje nam, niejako z okruchów pamięci, podróż do lat 40., czasów największej popularności radia. Medium, które zmieniło świat scala miejscową społeczność, budując nowy rodzaj więzi. Przeżywanie zbiorowych emocji, idole radiowi i muzyka budują masową wyobraźnię na skalę wcześniej niespotykaną. Reżyser, wcielający się tu w rolę narratora, ukazuje swoich bohaterów w ciepłym, lekko wyidealizowanym świetle. Są oczywiście pełni wad i niedoskonałości, lecz w odpowiednim momencie są razem jako rodzina, na dobre i na złe. Klimat filmu przywołuje na myśl "Amarcord" Felliniego, a nostalgia za przeszłością przejawia się również w staranności realizacyjnej. Znakomite zdjęcia Carla Di Palmy, kostiumy, audycje stylizowane na lata 40., a także ścieżka dźwiękowa z klasycznymi kawałkami Glenna Millera czy Benny'ego Goodmana są tego przykładem. Przez ekran przewija się cała galeria postaci, budując pogłębiony portret nowojorskiej społeczności, dla której radio było wynalazkiem zmieniającym życie. "[Film Allena] jest nieukrywaną nostalgią, zilustrowanym z niezwykłą pieczołowitością wyznaniem miłości wobec potężnego niegdyś medium, zbiorem zabawnych historyjek z minionej epoki, kiedy okręty ludzkich marzeń żeglowały po falach radiowego eteru" - tak pisał krytyk Barry Graves.
Dwie nagrody BAFTA.


