Podobno Woody Allen napisał kiedyś w notce biograficznej, że jedyną rzeczą jakiej żałuje w życiu jest to, iż nie jest kimś innym. To paradoksalne, lecz w gruncie rzeczy dające do myślenia stwierdzenie leży niejako u podstaw Zeliga. Projektu nietypowego dla amerykańskiego reżysera, okupionego trzyletnią, ciężką pracą nad wyrafinowaną formą filmu.
Lata 30. w Nowym Jorku. Tu żyje skromny urzędnik Leonard Zelig. Mężczyzna posiada niezwykłą zdolność polegającą na upodabnianiu się do otoczenia. Znajdując się w towarzystwie przejmuje fizyczne i psychiczne cechy osób, które go otaczają. Właściwość ta jest tak oryginalna i niewytłumaczalna, że Zelig szybko wzbudza zainteresowanie. Mass media rozpisują się o fenomenie człowieka-kameleona i niebawem Zeliga chcą znać wszyscy możni tego świata. Staje się niezwykle popularny, a jego przypadłość dociera do świata medycyny. Zeligiem interesuje się psycholożka Eudora Fletcher, która zaczyna dostrzegać w nim zagubionego i zakompleksionego człowieka.
Jeden z najbardziej oryginalnych filmów w bogatym dorobku Woody Allena. Zelig to przewrotny mockumentary, komedia "podszywająca się" pod dokument, całkowicie jednak fikcyjna. Twórcy przenoszą nas w lata 30., czas prohibicji i narodzin jazzu. Wiele scen jest zrealizowanych poprzez wmontowywanie bohaterów w stare kroniki filmowe, inne są filmowo stylizowane (operator Gordon Willis odpowiednio spreparował taśmę), a całość jest utrzymana w tonacji czarno-białej. Jedyny kolorowy wyjątek to wstawki z wywiadami z ludźmi "współczesnymi". Allen nie byłby sobą, gdyby i tu nie pozwolił sobie na komediowy zabieg. Poważne, intelektualne komentarze na temat postaci Leonarda Zeliga pochodzą między innymi od Susan Sontag i Saula Bellowa. Dialogi są ograniczone do minimum, a funkcja narratora z offu znów odsyła do produkcji filmowej z lat 30. Zelig to jednocześnie błyskotliwa satyra społeczna, fikcyjny paradokument o wyrafinowanej formie, jak i przyczynek do postawienia poważniejszych pytań. Postać bohatera jest wieloznaczna, odsłaniająca bolączki wielkomiejskiego społeczeństwa, a uprawiana sztuka mimikry wiele mówi o zagubieniu i tożsamości jednostki. Jak pisał krytyk, Robert Benayoun: "…sukces Zeliga związany jest z jego nieoczekiwaną głębią: film rozwija się w nas, pozostawia ślad w postaci wielostopniowej sprzeczności. Wykracza poza to, co można nazwać spektaklem rozrywkowym, rezygnuje z oczekiwanych przez wielbicieli 'allenizmów' i oddaje się pozbawionej złudzeń samokrytyce".
Wyróżnienie na festiwalu w Wenecji, nagroda David di Donatello, a także wyróżnienia amerykańskiej krytyki.





